Przejdź do głównej zawartości

Żyjesz w przeszłości, przyszłości czy teraźniejszości? Naucz siebie i swoje dziecko czym jest czas.



Zastanów się z dzieckiem czym jest czas.
Margarett Borroughdame


Autor: Margarett Borroughdame, pisarka

Uczysz swoje dziecko żyć w przeszłości, w przyszłości czy w teraźniejszości? Pobaw się ze swoim dzieckiem myślą czym jest czas! 



Pewna matka obarczyła swoje dziecko winą o to co się jeszcze nie wydarzyło, a ona sama uwierzyła, że się z całą pewnością wydarzy, a nawet uznała, że już się wydarzyło. 

Otóż… 

Dziecko, całkiem dorosłe, jest przeświadczone, że śmierć to tyko etap życia dla duszy, zatem... tej duszy powłoka materialna czyli ciało, może zostać spopielona i rozsypana z wysokiej góry, tak aby ślad po niej nie został. Pomników i grobowców po śmierci temu dorosłemu dziecku nie potrzeba. Jego matka wprost przeciwnie - chce mieć grobowiec, chce być konkretnie do trumny ubrana „w to i to”, i chce być odwiedzana regularnie przez bliskich, i chce aby prowadzili z nią rozmowy przy jej grobie i radzili się jej. Pomyślicie - OK - jedno i drugie zdanie to tylko wizja, każdy ma prawo do własnej. Jednak wizja siebie samego po śmierci, jaką ma dorosłe dziecko, wywołuje u matki przeświadczenie, że dziecko nie odwiedzi nigdy jej grobu, nie zapali na nim świeczki i nie będzie się jej przy tym grobie radziło. Co więcej, wokół tego przeświadczenia, czyli wokół tego co ewentualnie może zdarzyć się w przyszłości, matka rozbudowuje taką „dramę”, że dorosłe dziecko nie daje rady „nijak” matki zapewnić, że regularnie na jej grobie posprząta i świeczkę zapali, i z jej duszą się połączy podczas medytacji. Matka dziecko ukarała za to, co jednak jej zdaniem się wydarzy - „strzeliła” bolesnego dla niej samej i dla jej dorosłego dziecka „focha”, który od dawna nie mija i obudowuje się bólem. Matka i dziecko wciąż żyją, są w dobrym zdrowiu, przewidywana przez matkę przyszłość obiektywnie jeszcze się nie wypełniła. Jednak trochę ta przyszłość jest i trochę jej nie ma, bo matka zachowuje się tak, jakby się przewidywana przez nią przyszłość wypełniła - już gniewa się za tę przyszłość na dziecko i tym gniewem żyje. A przyszłość: jest w wyobraźni matki i jednocześnie jej nie ma. Jak sądzicie? Już jest ta przyszłość czy jeszcze jej nie ma?

Przyszłość to czas, w potocznym rozumieniu taki, który jeszcze nie nastąpił. Czymże jest więc czas?

Czy czas jest następującą po sobie nieskończoną i ciągłą rzeką „teraz” jak uważał Arystoteles? Czy aktywuje go ruch i zmienność - stanowi pewien wymiar świata materialnego i wiąże się z przemijalnością jak tłumaczył Św Augustyn? Uważał on, że teraźniejszość czyli to, co istnieje materialnie jest czasem zauważanym (choć nieuchwytnym), przeszłość czyli to, co istniało – pamiętanym, a przyszłość czyli to, co będzie istniało – oczekiwanym. A może czas jest absolutny i obiektywnie jednakowy w całym Wszechświecie, płynie w jednostajnym tempie i nic nie wywiera na niego wpływu, co dowodził Isaac Newton? Może jednak czas nie istnieje w sensie absolutnym, jest złudzeniem, jest porządkiem następstw zdarzeń zachodzących w świecie? Gottfried Wilhelm Leibniz uważał, że bez świata (zdarzeń) nie może być mowy o żadnym czasie. A może rację miał George Berkeley, że bez umysłu, który by postrzegał ruch, sama idea czasu staje się zwykłą iluzją?
Immanuel Kant wierzył, że czas nie jest obiektywną cechą świata materialnego, tylko wewnętrzną formą poznania.
Albert Einstein dowiódł, że czas jest zaledwie jednym z wymiarów przestrzeni, a jego szczególna teoria względności zmieniła sposób pojmowania czasu, przestrzeni i ruchu opisanych wcześniej w newtonowskiej mechanice. Mechanika relatywistyczna, oparta na zasadach teorii względności, uznaje, że czas jest czwartą współrzędną czasoprzestrzeni i jego upływ zależy od obserwatora i jest różny dla różnych obserwatorów, dlatego - nie wchodząc już w dowody na dylatację czasu - zegary umieszczone na satelitach chodzą wolniej niż zegary na Ziemi i trzeba to uwzględnić w naszej rzeczywistości, np. w aplikacji GPS.
  • Dopiero fakt splątania obiektów kwantowych z konkretnym układem/wszechświatem i obserwacja determinująca układ odniesienia powoduje, że odczuwamy coś takiego jak upływający czas, (splątanie kwantowe).
  • Czas jest subiektywnym doświadczeniem, (psychologia, kognitywistyka, neurologia).
  • Czas jest nie tylko realnym bytem, ale kluczem do zrozumienia praw natury, (Lee Smolin).
  • Czasu, jako takiego, nie ma, (równanie Wheelera-DeWitta). 
Można się pogubić, prawda? 
 
Konflikt myśli dotyczących rozumienia czasu wyznaczył dwa, w zasadzie sprzeczne, nurty w fizyce zajmującej się zagadnieniem czasu, którym odpowiadają dwie współczesne teorie: fizyka makroświata, opisywana przez teorię względności, oraz fizyka mikroświata, gdzie obowiązują reguły mechaniki kwantowej. Czas w mechanice kwantowej jest w zasadzie absolutnym czasem Newtona – liniowym, płynącym w niezmiennym tempie. Natomiast w teorii Einsteina zarówno czas, jak i przestrzeń są dynamiczne, elastyczne. Julian Barbour – sędziwy, acz współczesny fizyk, pracuje od czterdziestu lat nad usunięciem z teorii względności Einsteina i z fizyki kwantowej tych elementów, które w teoriach Einsteina i splątania kwantowego są rozbieżne, po to aby zostało z tych teorii tylko to, co udowodni, że czas nie istnieje, a ruch i zmiana jest złudzeniem.


Czyż jednak i bez teorii fizyków sami intuicyjnie nie czujemy, że czas jest złudzeniem? Przecież zegary, kalendarze, pory dnia i roku nie pokazują upływającego czasu, a pomagają nam tylko w organizacji naszego istnienia, w organizacji naszego cyklu biologicznego, w usystematyzowaniu go, ale czasu tak naprawdę nie mierzą. Dzień i noc, pory roku to przecież cykle bytów takich jak Słońce i Ziemia, a my jesteśmy częścią układu jaki tworzą – nasz „czas” jest z tymi bytami powiązany, a jednocześnie istnieje czas właściwy tylko nam samym. To, co widzimy i to, co subiektywnie postrzegamy jako „czas”, jest efektem wymiernych globalnych zmian w świecie wokół nas. Im bardziej zagłębimy się w świat atomów, protonów i fotonów, zrozumiemy, że pojęcie czasu staje się coraz mniej istotne. Rodzi się zatem pytanie, czy to co odczuwamy jako czas, to rzeczywiście jakaś stała, czy upływ czasu jest stałą fizyczną?

Jak widać opisanie czasu za pomocą fizyki ma swoje gigantyczne ograniczenia, bo nauka ta nie pozwala na opisanie czasu jako osobliwości, która posiada „podwójną tożsamość” – że jest, ale go nie ma, że jest inny dla różnych bytów i dlaczego przeszłość wydaje się bardziej odległa niż przyszłość. (Czyż tak nie jest, że to co było pół roku temu jest odleglejsze od tego co za pół roku będzie?). Takie koncepcje co do czasu mogą pojawić się jedynie na planie filozoficznym lub duchowym. Buddyzm, na przykład, w ogóle nie rozumie czasu jako stałej – zakłada dwa podejścia do kwestii czasu: podejście na poziomie absolutnym – czas jest iluzją i podejście na poziomie względnym, gdzie czasu doświadcza się jako serii wzajemnie od siebie zależnych związków. Czas, przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, są tworzone wyłącznie przez nasze myślenie. Mamy tylko tę chwilę. Nasze życie dzieje się z chwili na chwilę. Jedna chwila, następna chwila, kolejna chwila…

Zatem, może my sami możemy stworzyć własne podejście do czasu? Może z czasem wcale nie jest tak, że on nam płynie tylko my przez niego przepływamy? A jeśli jest tak, że czas to taki wielki nieskończony ocean, a my jesteśmy w nim zanurzeni? Z jakichś nieznanych powodów, kierując się własnym naszym cyklem życia i biologii w ogóle, płyniemy w tym ocenie w pewnym kierunku, mijamy innych płynących, inne stworzenia, inne byty i istnienia. Wszyscy i wszystko, których mijamy ma swoją biologię, swój cel, swój początek i koniec, i wszyscy są zanurzeni w czasie… Jednocześnie, dla każdego istnienia i bytu ten czas płynie inaczej. Nie, to każde istnienie płynie inaczej przez czas! Ciężko sobie to wyobrazić? No dobrze, to zmniejszmy skalę. Załóżmy, że czas to woda w basenie i ty w niej pływasz. Pływasz w basenie raz w jedną stronę, raz w drugą, w poprzek basenu, czasem stajesz i kręcisz się w miejscu. Kiedy pływasz w basenie, to ty wyznaczasz tempo i rytm, w którym się poruszasz. Na twój rytm i ruch mają jednak wpływ inni pływacy, ich układ w basenie i relacja z tobą w ramach układów jakie tworzycie. Taki układ trwa tylko chwilkę, moment, trwa teraz. Trwa TERAZ! Tak jak koło roweru (bryła sztywna obracająca się wokół własnej osi), które w każdym momencie obrotu pozostaje tylko w jednym punkcie styku z podłożem, my pozostajemy tylko w jednym, króciusieńkim momencie w punkcie styku z pływakami w basenie. Za jeden moment, za jedno króciutkie TERAZ pojawi się nowy układ, i kolejny, i kolejny. Każdy z pływaków widzi ten układ ze swojej perspektywy, swojego wszechświata. Co więcej, układ ten wygląda kompletnie inaczej z perspektywy obserwującego. Jest w mechanice kwantowej taka wielkość jak funkcja falowa. Wprowadził ją Erwin Schrödinger. Najprościej rzecz ujmując mówi ona, że jeśli mamy np. trzy cząstki, to w danej chwili istnieją jednocześnie wszystkie formowane przez nie trójkąty, każdy z nich z określonym przez tę funkcję prawdopodobieństwem. Dopiero akt obserwacji tych cząstek ustala ich konkretną konfigurację.

I jak to się ma do czasu?
Już mówię, tylko potrzebny jest mi kot. Tak kot! Kot Schrödingera, który jest żywy i martwy jednocześnie.

Schrödinger wymyślił urządzenie oddziałujące na hipotetycznego kota zamkniętego w pojemniku z trucizną (np. z trującym gazem). Do nieprzezroczystego pojemnika wkłada się: żywego kota, w pudełku znajduje się młotek, który rozbije butelkę z trucizną, która to zabije kota pod warunkiem, że źródło promieniotwórcze w postaci jednego nietrwałego atomu pierwiastka promieniotwórczego uruchomi licznik Geigera, który wprowadzi w ruch młotek, a ten rozbije butelkę. Uff… Jednak chwili rozbicia atomu nie potrafimy przewidzieć. Jeśli nastąpi radioaktywny rozpad i licznik go zarejestruje, zostanie uruchomiony mechanizm, który uwolni truciznę, wtedy kot zginie. Jeśli rozpad nie będzie miał miejsca, zwierzę nadal będzie żywe.
Nie wiemy więc, czy licznik został uruchomiony, ponieważ nie widzimy, co dzieje się w pudełku. Dopóki więc nie uniesiemy pudełka, umieszczony w nim kot może być jednocześnie żywy i martwy. Dopiero wtedy, gdy pudełko zostanie otwarte, kot przyjmuje jeden z dwóch możliwych stanów. Uważacie, że to głupie? Drodzy Państwo, Schrödinger otrzymał Nagrodę Nobla!

Po upływie czasu połowicznego rozpadu charakterystycznego dla danego atomu istnieje pięćdziesięcioprocentowe prawdopodobieństwo, że kot jest martwy, i takie samo prawdopodobieństwo, że jest nadal żywy. Tak sugerowałby tzw. zdrowy rozsądek. Z opisu kwantowo-mechanicznego wynika jednak coś innego – przed otwarciem pojemnika kot jest jednocześnie i martwy, i żywy. Jako obiekt kwantowy, znajduje się on równocześnie w każdym z możliwych stanów (tzw. superpozycji). Dopiero otwarcie pojemnika i sprawdzenie jego zawartości redukuje układ do jednego stanu – następuje załamanie funkcji falowej kota i dopiero w momencie poczynienia obserwacji kot przyjmuje jeden, konkretny stan. W tym przypadku są tylko dwa możliwe stany – kot jest martwy albo żywy. Zgodnie z regułami tzw. interpretacji kopenhaskiej, do momentu przeprowadzenia pomiaru, tzn. stwierdzenia, co dzieje się z kotem, jego stan jest fundamentalnie nieokreślony – kot jest jednocześnie żywy i martwy. Fizycy mówią o superponowanym stanie żywego i martwego kota. Dopiero pomiar rozstrzygnie jego losy. 

Co powyższe oznacza dla nas? Dla zwykłych ludzi? Ni mniej ni więcej, że każdy scenariusz jest możliwy. Czy w tym rozumieniu czas też może przybierać każdy możliwy scenariusz? A dlaczego nie?

Czymże więc jest czas?
„Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem” powiedział św. Augustyn z Hippony. Dlatego ja (choć wiem, że intuicyjne odczucia nie muszą być prawdziwe) wierzę, że czas nierozerwalnie wiąże się z wymiarem duchowym i na razie chyba mi to wystarczy… Wierzę, że każdy scenariusz czasowy mojego życia jest możliwy, że moje „teraz” może trwać wiecznie jeśli tak zdecyduję. 

Dla siebie samej z czasem eksperymentuję i uczę się jak go spowolnić lub przyspieszyć, albo być kiedyś, teraz i potem jednocześnie. Od kiedy uświadomiłam sobie, że „byłam, jestem i będę” mam więcej czasu. Jest mnie jakoś tak więcej, jest mi jakoś tak dłużej, jakoś tak czasu jest w nieskończoność. I jakoś tak dusza zaczęła mieć moje ciało, a nie ciało duszę i ta dusza nie podlega ograniczeniom czasu. Dlatego przestałam myśleć „nie mam czasu” i nie mówię innym „nie mam czasu” tylko „nie mam przestrzeni” aby coś zrobić lub częściej „mam przestrzeń” aby „to” zrobić. Myślę też, że przyszłość ma mnóstwo dróg, którymi może podreptać i „nie ma co” tak bardzo przywiązywać się do jednego scenariusza. Uważam też, że nie ma sensu za tę przyszłość, która się nie wydarzyła, obrażać, bo skoro przyszłość może zamanifestować się w wielu scenariuszach to lepiej energetycznie i myślowo wspierać to, co daje harmonię, a nie cierpienie.


P.S. Uspokajam obrońców zwierząt i wegetarian oraz wegan, że eksperyment z kotem jest tylko myślowy czyli hipotetyczny, żaden kot nie został mu poddany w realu.

Komentarze